Wystawy 2021

 Wystawa malarstwa

Jacek Malinowski „Pejzaże”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nowa odsłona twórczości Jacka Malinowskiego w postaci wystawy: „Pejzaże” ukazuje nam inne oblicze kreowania rzeczywistości i niewątpliwie nowy etap w malarskiej drodze tego artysty.
Wraz ze zmianą tematyki – z typowo toskańskiego pejzażu charakterystycznego na bardziej nam bliski krajobrazowo motyw pól, sadów i jezior – wchodzi artysta również w nowy technicznie sposób malowania. Obrazy, pełne laserunkowych rozświetleń, kreskowanych i kropkowanych półtonów, zyskują głębię i przestrzeń poprzez kolorystyczne zmiany. Świat staje się rozedrgany, pełen odcieni, poruszane wiatrem kwiaty jabłoni unoszą się w powietrzu nad falującą świeżą zielenią łąką, poranne światło odbija się w migotliwej toni jeziora, a pierwsza śnieżyca otula delikatnie ostatnie bele siana na polu swoimi płatkami. Nawet dojrzałe jabłka schowane w trawie mają szansę oglądać festiwal świetlistych refleksów, odbitych po tysiąckroć promieni słońca.
Żmudna, lecz dająca niezwykłe efekty, technika kreski i kropki, dobrze współgra z wybraną tematyką, bo cóż lepiej ukaże lekkość i zwiewność wiosennego, kwitnącego sadu, niż pointylistyczne potraktowanie przestrzeni. Taki obraz nie tylko przedstawia konkretną przestrzeń, ale również rytm, niemal muzyczny, a przenikanie tych rytmów, ich kolorystyczna dopełniająca się różnorodność tworzy kompozycję, w której dobrze czuje się zarówno wyrazisty tulipan, jak i nieznośnie lekki dmuchawiec.

 

Jacek Malinowski (ur. 1969r.), absolwent Liceum Sztuk Plastycznych im. Juliana Fałata w Bielsku-Białej. Obecnie mieszkający w Gdańsku, Warszawie i w Toskanii. Autor takich projektów jak: Tydzień Kultury Chrześcijańskiej, „Magazyn Sztuk”, CAT3W – Centrum Aktywności Twórczej Trzeciego Wieku.

Artysta spędza twórczo co roku całe lato w Toskanii w Italii, gdzie wciąż powstaje cykl malarski poświęcony włoskiemu pejzażowi. Tematyka tego pejzażu została potraktowana jako dążenie do znalezienia  symbolu – synonimu  toskańskiego krajobrazu. Malinowski coraz bardziej podąża w kierunku do pokazania abstrakcyjnej formy, która pomimo syntetycznych odniesień wciąż stanowi ekspresyjny, organiczny  i wypełniony emocjami przekaz.

Obrazy są niezwykle ekspresyjne kolorystycznie z mocno nasyconymi często kontrastującymi barwami. Głębokie fiolety przenikają się z błękitami, czernią i miętową zielenią. Jego obrazy to ciągłe poszukiwanie ruchu, konfrontacja dynamicznych przestrzeni ze statyką płaszczyzn. Odkrywanie kinetyki koloru. Tak, Toskania –  jeden z najpiękniejszych regionów na świecie, swą urodą, atmosferą gorącego, śródziemnomorskiego południa zawładnęła artystą.

Obrazy artysty wiszą w prywatnych kolekcjach w Polsce, Włoszech, USA, Litwie, Hiszpanii, Arabii Saudyjskiej i Hong Kongu.

Ważniejsze wystawy:

Wystawa indywidualna – „W Międzyczasie” – Galeria W Przedsionku – Warszawa

Wystawa indywidualna – Hotel Hilton – Budapeszt – Węgry

Wystawa indywidualna – „Bella Toscana…a modo mio” – Next Galeria Sztuki – Bydgoszcz

Wystawa indywidualna – Galeria Sztuki „Ratusz” – Legionowo

Wystawa indywidualna – Galeria House Of Painting – Czarnów

Wystawa zbiorowa – „Ślusarz w Malinach” – Magazyn Sztuk – Warszawa

Wystawa zbiorowa – “The Way in Navarra” – The Rolling Thunder Gallery – Bilbao – Hiszpania

Wystawa zbiorowa – Festiwal Sztuk Wizualnych –  BWA – Bielsko-Biała

Wystawa zbiorowa – „Punti di vista tour”- Civic Gallery of Arts – Caltanissetta – Sycylia – Włochy

Wystawa zbiorowa – „BB-24H” – Galeria Zamkowa – Bielsko – Biała

Wystawa zbiorowa „Immagine e Luce” – Merlino Botega d’Arte – Florencja

Wystawa indywidualna „Pejzaże” – Galeria Szuki NEXT – Bydgoszcz – Polska

Wystawa indywidualna „Pejzaże” – Galeria Sztuki Fontanna – Warszawa – Polska

Wystawa indywidualna „Pejzaże” – Kawiarnia „Fabryczna” – Warszawa – Polska

Wystawa indywidualna „Pejzaże” – MDK Rumia – Polska

 

 

 

 

 

 

 

 

Wystawa malarstwa

Igor Yelpatov „Pejzaż, plener, panorama”.

Na wystawie są pokazane pejzaże powstałe na licznych plenerach malarskich oraz w pracowni.

Obraz plenerowy ma specyficzny wymiar. Na plenerach artysta odrywa się od codziennego zmagania się z bytem, tłem politycznym, presją codzienności. Pozostaje sam na sam ze swoją namiętnością tworzenia obrazów oraz pięknem natury – ziemią, lasem, niebem. Wchodzi w przestrzeń pejzażu, zachwyca się tym wyciszeniem i możliwością chłonięcia głębi powietrza i światła. Czasem podejmuje próby malowania obrazów panoramicznych by wprowadzić widza w ten otaczający go wielowymiar.

Magazyn Sztuk pracownia Ośrodka Kultury Ochoty stale pomaga swoim kursantom w realizacji obrazów związanych z pejzażem. Większość uczestniczy w plenerach malarskich i często pokazuje swoje dzieła na wystawach. Tym razem swoje plenerowe pejzaże pokazuje instruktor Magazynu Sztuk Igor Yelpatov.

Wystawę można oglądać w galerii Pod Okiem od 21 maja do 5 września 2021 r.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wystawa malarstwa  – Marek Ejsmond-Ślusarczyk

Marek Ejsmond-Ślusarczyk (ur. 1974, Warszawa)

Studiował na Wydziale Malarstwa warszawskiej ASP. Dyplom w pracowni malarstwa sztalugowego prof. Wiesława Szamborskiego oraz w Pracowni Sztuki w Przestrzeni Publicznej prof. Mirosława Duchowskiego w 2000 r. obronił zdobywając wyróżnienie rektorskie. Absolwent Studium Pedagogicznego warszawskiej ASP, a od 2009 roku nauczyciel mianowany. W 2014 roku uzyskał stopień doktora sztuki w dziedzinie sztuk plastycznych, specjalizacja sztuki piękne.
Często zapraszany do ogólnopolskich i międzynarodowych przeglądów, m.in.: na XX Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego, na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie (2004) zdobył Nagrodę Wojewody Zachodniopomorskiego, na II Warszawskim Festiwalu Sztuk Pięknych (2006) uzyskał 3 nagrodę. W 2006 r. uczestniczył w wydarzeniach: „Warszawa w Sofii” i „Warszawa w Berlinie. Współczesne malarstwo polskie”, w IV Międzynarodowym Biennale Sztuki na Kostaryce „Man + Woman = Creation” oraz „Nowych Tendencjach w Malarstwie Polskim” w Galerii Miejskiej BWA w Bydgoszczy. W 2007 roku jego prace można było zobaczyć na Biennale Malarstwa „Bielska Jesień” w tamtejszym BWA oraz na I Międzynarodowym Biennale Obrazu „Quadro – art 2007” w Łodzi. W 2007 roku otrzymał nagrodę doroczną kwartalnika „EXIT – nowa sztuka w Polsce” oraz był stypendystą Funduszu Promocji Twórczości Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2008 roku brał udział w Biennale Sztuki Młodych „Rybie Oko 5” w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku. W 2009 roku odznaczony przez Ministra Kultury Bogdana Zdrojewskiego odznaką honorową „Zasłużony dla kultury polskiej” – za osiągnięcia w dziedzinie edukacji artystycznej oraz własną twórczość malarską.
Język malarski Marka Ejsmonda-Ślusarczyka jest czuły na zarejestrowane podczas poruszania się po mieście detale. Jego malarstwo zanurzone jest po brzegi w abstrakcji. Ale nie jest to abstrakcja mająca za główny cel przeciwstawianie się figuratywności, czy wyrzeczenie tradycji i wartości humanistycznych sztuki. To abstrakcja konstruktywna, poszukująca uniwersalnych momentów w kształtach, w układach przestrzennych. Rozpatrująca czyste płótno jako siatkę nieskończonych możliwości, stworzoną przez punkty kompozycyjne znajdujące się na przecięciu linii wzroku. Walka z obrazem rozpoczyna się od próby znalezienia tych punktów. Kompozycja obrazu nie powstaje w oparciu o uproszczenie istniejącego układu przestrzennego. W tym znaczeniu nie stanowi zmodyfikowanego, ustrukturyzowanego krajobrazu rzeczywistego, lecz próbę stworzenia autonomicznego świata, układu rządzącego się wewnętrznymi prawami, z własnym systemem grawitacji. Marek Ejsmond-Ślusarczyk tworzy kompozycje w sposób intuicyjny, malując wprost na płótnie, bez uprzednich szkiców. Kompozycje Ejsmonda powstają powoli, przez wiele dni, czasem tygodni. Decyzja – jedna z najtrudniejszych w życiu malarza – czy obraz jest skończony, bywa często weryfikowana. Ejsmond nie blefuje, że wie, nie wydaje kategorycznych sądów. Szuka, zmienia, wraca, płótno zawsze pozostaje plastyczną przestrzenią, gotową poddać się kolejnej modyfikacji.

 

Na początku była elipsa. Tajemniczy kształt, który przetrwał prób czasu i autokrytycyzm autora. Wziął się z dzieciństwa, z godzin spędzonych przy kuchennym stole dziadków, skąd roztaczał się widok na odległe topole. Po zmrużeniu oczu zamieniały się w poruszane wiatrem elipsy. Stały się symbolem przyrody idealnej, pozbawionej obecności człowieka. Po latach powróciły pod postacią czubków drzew widzianych przy śniadaniu. Ejsmond przez cały czas jest otwarty na eksperymenty, bada, jak daleko może się posunąć w różnorodności środków artystycznych, by jego płótna nie rozpadły się, aby eleganckie, skupione kompozycje wytrzymały. Pojawia się mięsista faktura, kolor kładziony bez wyraźnego konturu. I jeden z najodważniejszych i chyba z najbardziej dramatycznych dla malarza środków – zamalowywanie fragmentów ukończonego płótna. Eksperymentowanie z narzucaniem wewnętrznej ramy, kładzenie kryjącej farby, zajmującej czasem większą część płótna. I tylko niekiedy, przy odpowiednim kącie padania światła możemy dostrzec zarys utraconej kompozycji, przeczucie wewnętrznego , zakrytego kosmosu. W najnowszych, jeszcze mokrych płótnach, elipsy układają się w koncentryczne lub falowe układy, powiązane między sobą stosunkiem odpychania i przyciągania. Wyczuwa się wibrującą energię, stan napięcia. To rozedrganie jest dużym zaskoczeniem w wywarzonych, skupionych do tej pory kompozycjach. I rzecz zaskakująca. Malowanie jest zajęciem wymagającym samotności nawet, jeśli pracownię dzieli się z kilkom osobami. Ejsmondowi często towarzyszy przyszły oglądający. Malując, autor myśli o odbiorcy, ale nie w kategoriach utylitarnych czy merkantylnych, zadaje sobie pytanie: co sam chciałby zobaczyć, gdyby znalazł się po drugiej stronie, stronie odbioru. Obrazy Ejsmonda rozwijają się w czasie oraz pod wpływem zmieniającego się światła. Powściągliwie stosowane zabiegi formalne pozwalają powoli odkrywać obrazy. Połyskliwe plamy podporządkowane światłu pór dnia ulegają transformacji. To nie jest malarstwo spektakularne, widowiskowe, obrazoburcze czy walczące. To malarstwo wyciszenia i ukrytych pod powierzchnią źródeł, wytrwale dążących w wyznaczonym kierunku.

Czy malarstwo Ejsmonda opowiada historie? Pytanie tak samo niewygodne, jak zastanawianie się nad posiadaniem talentu. Dla autora jest to snucie niekończącej się opowieści o czymś, co miało miejsce dziesięć tysięcy lat temu. O planecie idealnej, bez śladu człowieka. Mówienie subtelnych ruchach materii pośród krajobrazu doskonałego. W jaki zatem sposób można przyjąć pojawienie się motywu elektrowni, człowieka i nieodłącznego od niego przemysłu, zawłaszczanie przestrzeni krajobrazu? Załóżmy, że malarz snuje opowieść o czymś, co było czterdzieści tysięcy lat temu. Może próbuje sprostać marzeniom i wyobraźni małego chłopca, dla którego opowiadania Stanisława Lema były dziecięcą biblią. Ale jednocześnie zanurza swoje obrazy w bezczasie, w konsystencji, która wbrew przyzwyczajeniom świata mechanistycznego, dopuszcza cos, czego na nich nie ma? Czy można się przed tym powstrzymać? Oglądając kolejne płótna, czy zmierzając na wystawę Ejsmonda, zawsze mam nadzieję, że wreszcie zobaczę Argonautów, zanurzonych w klasycznej mitologii zdobywców Złotego Runa, a jednocześnie przemierzających galaktyki w poszukiwaniu tajemnic kosmosu w dalekiej przyszłości. Nasze umysły są skłonne do podobnych asocjacji i nie burzą się przeciw odwróconej chronologii, tak jak nie budzi poczucia dyskomfortu krajobraz zanurzony w prehistorii i przyszłości naszej planety. Nawet bez obecności człowieka. Marek Ejsmond-Ślusarczyk jest twórcą konsekwentnym. Świadomie podejmuje decyzje dotyczące malowanych płócien, rozwoju i kariery. Posiada rzadką dziś cechę wśród twórców młodego pokolenia – rezygnowania. Dokonywania selekcji z myślą o dłuższej perspektywie czasowej. Bezlitośnie ocenia namalowane przed laty obrazy i – niezadowolony – przemalowuje.